W Nowym
Jorku, mieście które nigdy nie śpi, nastała późny wieczór. Stoję na
balkonie paląc papierosa. Wzdycham po czym wypuszczam z ust dym.
W
dalszym ciągu zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam zostawiając Jorge z
tymi wszystkimi papierami. Wprawdzie przekonywał mnie, że da sobie z
nimi radę, że jest już dorosły i można mu zaufać. Nigdy nie wiadomo, co
mu strzeli do głowy. Jest jak dziecko. Duże, pozytywnie popiepszone
dziecko z dużą wyobraźnią.
Ojciec
za wcześnie przeszedł na emeryturę przekazując mi firmę. Dlaczego Diego
jej nie przejął? Jest starszy, odpowiedzialniejszy... Staram się jak
mogę, by nie zawieść taty.
Moje przemyślenia przerywa dzwonek do drzwi. Gaszę papierosa i powoli idę sprawdzić, kto odwiedza mnie o tak późnej porze.
-Martina Stoessel.-mówi z uśmiechem. No tak, mogłam się spodziewać, że to właśnie on mnie dziś odwiedzi.
-Jorge Blanco.-marszczę nos na co on wybucha śmiechem.
Wymija
mnie i wchodzi do środka. Siada na nowiutkiej, beżowej kanapie, w
salonie. Cały czas mi się przygląda. Zakłada nogę na nogę i poprawia
swoją koszulę. Przyjmuje powarzy wraz twarzy, co jest do niego
niepodobne. Zwykle cały czas się uśmiecha. Coś musiało się stać.
-Co Cię do mnie sprowadza?-siadam obok niego.
-Nie można już złożyć wizyty najlepszej przyjaciółce?-odpowiada jakby nigdy nic wzruszając ramionami.
-Zwykle zapowiadasz swoje odwiedziny. Na dodatek nie poprosiłeś o kawę. Zawsze to robisz.
-Nie
mam ochoty na kawę, czy coś w tym złego?-pyta ale nie czeka na moją
odpowiedź i mówi dalej.-Wpadłem, by zadać Ci jedno konkretne pytanie. To
nic ważnego.
-Nic ważnego? Gdyby to nie było ważne, zadzwoniłbyś.
-Wiesz dobrze, że wole rozmawiać twarzą w twarz.
-Nie kłóćmy się. Mów o co chodzi.
-Zapytam wprost, liczę na szczerą odpowiedź. Mogę na nią liczyć?-przytakuję.-Dobrze więc. Miałaś romans z Pasqarelli'm?
Cisza.
Nie odpowiadam. Zaczynam się denerwować. Cholera, skąd on o tym wie?!
Miał siedzieć cicho, nikomu nie mówić. Sam chciał zachować to w
tajemnicy.
-Martino,
zdajesz sobie sprawę, że on jest konkurencją naszej firmy? Twój ojciec
przekazał Ci ją wierząc, że może Ci zaufać. A ty co robisz? Sypiasz z
Pasqarelli'm!
-Nie sypiam z Ruggero. I nigdy tego nie robiłam.
-Obiecałaś,
że będziesz szczera. Wciskaj to swoim rodzicom, bratu. Komukolwiek! Ale
nie mi. Znam Cię lepiej niż ktokolwiek inny. Wiem kiedy kłamiesz a
kiedy mówisz prawdę. Ile to trwało?
-Nie trwało! Nie było żadnego romansu! Kto Ci w ogóle takich głupot naopowiadał?
-Wyobraź
sobie, że Pasqarelli. Dobra, nie będziemy tak rozmawiać. Kiedy już
sobie wszystko przypomnisz, zadzwoń do mnie i szczerze pogadamy. Widzę,
że teraz nie usłyszę od Ciebie nic zgodnego z prawdą.-wstaje i kieruje
się do wyjścia.-Do jutra.
Wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Świetnie! Po prostu świetnie! Faktycznie go okłamałam. Nigdy wcześniej tego nie robiłam.
Ruggero, szykuj się na długą rozmowę. Nie będzie przyjemnie.
~.~
